Życie na pełnej petardzie

Nazwisko księdza Jana Kaczkowskiego obiło mi się o uszy już jakiś czas temu, zdjęcie też widziałam, ale na tym to by się kończyło. Dopiero jakoś pod koniec zeszłego roku wpadłam na zwiastun filmu “Johnny” Daniela Jaroszka i zainteresowałam się tą postacią.

Pod koniec kwietnia obejrzeliśmy z Tatą Kogutem ten film na Netflix i byłam pod dużym wrażeniem historii księdza i grą aktorską Dawida Ogrodnika. Kilka dni później trafiłam u tandina Jujka (dziadka Jurka) na biografię Jana Kaczkowskiego i oczywiście z wielką chęcią ją pożyczyłam, aby móc jeszcze lepiej poznać głównego bohatera filmu “Johnny”.

Książka jest zapisem rozmowy pomiędzy dziennikarzem Piotrem Żyłką a księdzem o początkach jego wiary, hospicjum oraz chorobie. Na końcu znajdziemy krótką rozmowę z rodzicami Jana Kaczkowskiego oraz kilkanaście zdjęć.

Lektura zdecydowanie różni się od filmu, a to dlatego że nie jest on jej ekranizacją. Niemniej chodzi mi bardziej o sposób przedstawienia głównej postaci. W obrazie filmowym ksiądz jest takim “równym gościem”, zwykłym człowiekiem, który czyni dobro. Natomiast na stronach “Życia na pełnej petardzie” mamy przede wszystkim obraz księdza i mnie, jako osobie niewierzącej, lekko to doskwiera. Ciężko czytało mi się fragmenty, a było ich sporo, mówiące o strukturze kościoła, o elementach mszy, gdyż nie mam o tym wiedzy, jak również chęci, by ją zdobyć. Najbardziej interesowały mnie historie, które dotyczyły osobiście księdza Kaczkowskiego, jego wspomnienia, doświadczenia. Podobały mi się też jego uwagi dotyczące religii, zwłaszcza o kucających wiernych. Jego szczerość i trafność spostrzeżeń bardzo zyskują w moich oczach.

Natomiast nie podobały mi się jego opinie na temat Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy czy aborcji. Zdaję sobie sprawę, że każdy ma prawo do własnego zdania, jednak byłam przekonana, że poglądy księdza są bardziej bliskie moim. Prawdopodobnie miało na to wpływ wcześniejsze obejrzenie filmu, gdzie jest on zrobiony w bardziej komercyjny sposób niż rozmowa spisana w książce.

Polecam tę książkę, gdyż mimo wszystko warto poznać tego człowieka, jego wielką pomoc w stworzeniu godnych warunków dla umierających ludzi oraz poglądy na temat śmiertelnej choroby i umierania.

 

Życie na pełnej petardzie

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *